AF Adrian Furman Founder · Investor

Pomysły na biznes

SaaS B2B: co musi się zgadzać, zanim zaczniesz myśleć o skali?

Retencja, długość cyklu sprzedaży i koszt pozyskania. Trzy liczby, które decydują o wszystkim pozostałym.

Skalowanie oprogramowania sprzedawanego w abonamencie przed ustabilizowaniem retencji to dolewanie wody do dziurawego wiadra. Kolejność jest tu sztywna i nie da się jej obejść większym budżetem na pozyskanie: najpierw klienci zostają, dopiero potem zwiększasz tempo ich zdobywania.

Brzmi oczywiście, a łamane jest regularnie — bo pozyskiwanie klientów da się kupić od zaraz, a retencję trzeba zbudować. Poniżej trzy liczby, które rozstrzygają, czy jesteś już w momencie, w którym wolno przyspieszyć.

Retencja przychodu, nie retencja klientów

Liczba klientów, którzy zostali, mówi mniej niż przychód, który został. Klient, który odnowił umowę, ale zszedł z dwudziestu stanowisk na pięć, formalnie został — a wyparował Ci trzy czwarte jego wartości.

Dlatego patrz na retencję przychodu netto: ile procent przychodu z kohorty sprzed roku masz dziś, uwzględniając odejścia, obniżki i rozszerzenia. Powyżej stu procent oznacza, że baza rośnie sama, bez pozyskiwania nikogo nowego — i dopiero wtedy wydawanie na marketing jest inwestycją, a nie łataniem.

Dwa zastrzeżenia do pomiaru. Po pierwsze, licz na kohortach, nie jako średnią z całej bazy — średnia potrafi ukryć fakt, że jeden duży klient maskuje odpływ dziesięciu małych. Po drugie, przy małej liczbie klientów ta metryka jest szumem; przy dwudziestu kontach jedno odejście zmienia wynik o pięć punktów procentowych i nie znaczy nic.

Długość cyklu sprzedaży

To metryka, która decyduje o płynności, a bywa traktowana jako ciekawostka. Cykl sprzedaży dłuższy niż horyzont finansowania oznacza, że nawet zdrowe wskaźniki jednostkowe nie uratują firmy — pieniądze skończą się przed podpisaniem umów, na które pracujesz.

Mierz go od pierwszego realnego kontaktu do pierwszej wpłaty, nie do podpisu. Między podpisem a wpłatą w sprzedaży do większych organizacji potrafi minąć kwartał i to jest kwartał, w którym płacisz pensje.

Praktyczna konsekwencja: jeśli cykl wynosi dziewięć miesięcy, decyzja o zatrudnieniu handlowca zwróci się najwcześniej za rok. Zatrudnianie „żeby przyspieszyć” w takim modelu zwykle przyspiesza tylko wypływ gotówki.

Koszt pozyskania i czas jego zwrotu

Sam koszt pozyskania niewiele mówi. Mówi dopiero w zestawieniu z tym, po jakim czasie się zwraca i z jakiej marży. Dwa pytania warte zadania:

  • Po ilu miesiącach abonamentu odzyskuję to, co wydałem na pozyskanie tego klienta? Poniżej roku jest komfortowo, powyżej osiemnastu miesięcy robi się napięcie płynnościowe niezależnie od tego, jak ładnie wygląda wartość klienta w całym cyklu życia.
  • Czy liczę ten koszt razem z wynagrodzeniami zespołu sprzedaży i marketingu, czy tylko z budżetem reklamowym? Druga wersja jest popularniejsza i zaniża wynik na tyle, że przestaje być użyteczna.

Rozdziel też koszt na kanały. Uśredniony koszt pozyskania z trzech kanałów, z których jeden jest świetny, a dwa beznadziejne, prowadzi do decyzji o skalowaniu wszystkich trzech naraz.

Czego te liczby nie powiedzą

Wskaźniki opisują to, co już się wydarzyło, i nie wykryją dwóch rzeczy, które w tym modelu bolą najbardziej.

Pierwsza to koncentracja. Trzech klientów odpowiadających za sześćdziesiąt procent przychodu daje świetne wskaźniki i fatalne ryzyko. Odejście jednego z nich to nie jest zdarzenie operacyjne, tylko egzystencjalne.

Druga to dopasowanie do rynku widziane przez klienta, nie przez arkusz. Retencja bywa wysoka dlatego, że produkt jest trudny do wymiany, a nie dlatego, że jest dobry. To różnica, która nie widać w liczbach, a materializuje się w momencie, w którym pojawia się konkurent z prostszą migracją.

Czym to mierzyć

Do monitorowania wystarczy prosty zestaw: kohortowa analiza przychodu, lejek z etapami zdefiniowanymi przez zachowanie klienta, a nie przez optymizm handlowca, oraz rozbicie kosztu pozyskania na kanały. Nie potrzeba do tego drogich narzędzi — arkusz aktualizowany raz w miesiącu jest wart więcej niż panel, do którego nikt nie zagląda.

Ważniejsze od narzędzia jest to, żeby definicje etapów były opisane zachowaniem, nie deklaracją. „Klient jest zainteresowany” to nie etap. „Klient udostępnił dane do wdrożenia testowego” już tak.

Materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani oferty w rozumieniu przepisów prawa.