AF Adrian Furman Founder · Investor

Pomysły na biznes

Kiedy automatyzacja staje się biznesem, a nie tylko funkcją produktu?

Granica między usprawnieniem a samodzielnym modelem biznesowym jest cieńsza, niż się wydaje.

Każda firma, która działa dłużej niż kilka lat, zbiera po drodze zestaw wewnętrznych automatyzacji: skryptów, integracji, narzędzi zbudowanych, bo coś trzeba było robić po raz setny. Co jakiś czas pojawia się przy nich pytanie, czy nie dałoby się tego sprzedawać.

Odpowiedź bywa twierdząca, ale rzadziej, niż się wydaje — i prawie zawsze kosztuje więcej, niż wynika z pierwszej kalkulacji.

Prosty test na początek

Automatyzacja staje się osobnym biznesem w momencie, w którym ktoś spoza Twojej organizacji jest gotów za nią zapłacić. Do tego czasu jest kosztem, który obniża Twoją marżę — i dobrze, bo taka jest jej rola.

Próbą jest więc pytanie o klienta zewnętrznego: czy poza nami istnieje ktoś, kto ma ten sam problem, w podobnej skali, i nie ma go kto rozwiązać. Trzy warunki, wszystkie konieczne.

Większość wewnętrznych narzędzi nie przechodzi tego testu, bo rozwiązuje problem wynikający ze specyfiki naszych procesów, a nie z natury branży. To nie jest porażka — narzędzie dalej robi to, do czego powstało.

Gdzie leży prawdziwy koszt

Pierwsza kalkulacja zwykle wygląda zachęcająco: narzędzie już istnieje, więc koszt wytworzenia jest zerowy, a każdy klient to czysty zysk. Ta kalkulacja jest fałszywa i warto wiedzieć dlaczego.

Narzędzie wewnętrzne może działać na jednej konfiguracji — Twojej. Produkt musi działać na każdej. Różnica obejmuje:

  • obsługę przypadków brzegowych, które u Ciebie nie występują, bo proces jest ustawiony pod narzędzie, a nie odwrotnie;
  • uwierzytelnianie, uprawnienia i rozdzielenie danych między klientami — u siebie tego nie potrzebowałeś;
  • dokumentację i wsparcie, czyli kategorię kosztu, która wcześniej w ogóle nie istniała, bo pytania zadawało się przy biurku;
  • zgodność z wymaganiami cudzego działu prawnego i bezpieczeństwa, co przy sprzedaży do większych organizacji potrafi zdominować harmonogram.

Doświadczenie mówi, że koszt utrzymania rośnie tu wielokrotnie względem wersji wewnętrznej — i zjada marżę, zanim pojawi się dziesiąty klient. To nie jest argument przeciwko produktyzacji, tylko przeciwko liczeniu jej jako darmowej.

Ścieżka, która ogranicza ryzyko

Zanim powstanie osobna spółka, dział albo cennik, warto sprzedać to samo rozwiązanie jako usługę: z ręcznym wdrożeniem, Twoim czasem i realną fakturą. Trzech płacących klientów spoza organizacji mówi o rynku więcej niż dowolna analiza.

Ten etap kosztuje mało i odpowiada na dwa pytania naraz: czy problem jest powtarzalny między firmami oraz ile pracy wymaga dopasowanie narzędzia do cudzych realiów. Druga odpowiedź jest zwykle ważniejsza, bo to ona decyduje o marży w wersji produktowej.

Dopiero po tym etapie ma sens rozmowa o produktyzacji: dokumentacji, samoobsługowym wdrożeniu i cenniku, który wytrzyma koszt wsparcia. Wcześniej to budowanie fabryki przed sprawdzeniem, czy ktoś chce kupić produkt.

Kiedy odpuścić

Są trzy sygnały, po których warto uczciwie zamknąć temat: problem okazuje się specyficzny dla Twoich procesów, rynek ma już rozwiązanie „wystarczająco dobre” i darmowe w ramach większego narzędzia, albo sprzedaż wymaga edukowania klienta, że problem w ogóle istnieje.

Zamknięcie tematu po trzech rozmowach sprzedażowych jest tańsze niż zamknięcie go po roku budowania. Wewnętrzne narzędzie, które nie stało się produktem, dalej zarabia — po prostu po stronie kosztów, przez to, że ich nie generuje.

Materiał ma charakter informacyjny i edukacyjny. Nie stanowi rekomendacji inwestycyjnej ani oferty w rozumieniu przepisów prawa.